Marynarka Wojenna RP przez lata była zaniedbywana. Nowe inwestycje czekały latami, a okręty starzały się. Do tego dochodziły problemy strukturalne, jak choćby eksperymenty z przenoszeniem dowództwa do Warszawy i z powrotem do Gdyni. Obecnie MW nareszcie wchodzi w fazę intensywnego rozwoju. Realizowanych jest równolegle kilka programów budowy nowych okrętów. Jednak niektórzy Polacy wciąż zastanawiają się, po co nam właściwie Marynarka? Czy nie lepiej byłoby wydać te miliardy złotych na broń, która chroniłaby miasta, nie bezludne morze? Odpowiedź jest znacznie bardziej nieoczywista, niż może się wydawać.

Polska tradycja wojenna kojarzona jest przede wszystkim z wojskami lądowymi: od ciężkozbrojnych husarów, przez lekką jazdę lisowczyków, elitarnych napoleońskich szwoleżerów i legionistów Piłsudskiego po bohaterów Westerplatte i walki uliczne powstania warszawskiego. Jeśli nie liczyć bitwy pod Oliwą (w której walczyli tak naprawdę głównie Gdańszczanie i Kaszubi, a dowódca był Holendrem) to szerzej znana historia polskiej Marynarki Wojennej rozpoczyna się dopiero wraz z II wojną światową. I to bohaterską ucieczką Orła albo samozatopieniem Flotylli Pińskiej. Ta marginalizacja morza wywodziła się oczywiście z konieczności obrony długiej granicy lądowej, od strony której mieliśmy zwykle najwięcej zagrożeń. Możemy właściwie wyróżnić kilka okresów, gdy nasza flota była rozbudowywana, a następnie przez lata zaniedbywano ją. W drugiej połowie XX w. zaczęliśmy inwestować w siły powietrzne, a wynikało to przede wszystkim ze skuteczności i nowoczesności tego rodzaju sił zbrojnych. Marynarka Wojenna była jednak znowu na końcu listy priorytetów. Era wielkich pancerników i walk morskich chyliła się ku końcowi. Okręty stały się platformami do przenoszenia rakiet, śmigłowców i samolotów.
Dwie flotylle i stare jednostki
Stan Marynarki Wojennej RP, jaki mamy teraz, zawdzięczamy głównie zaniedbaniom z PRL-u i pierwszych dekad trzeciej Rzeczpospolitej. Czym właściwie dysponujemy? Obecnie MW dzieli się na dwa związki taktyczne: 3 Flotyllę Okrętów w Gdyni i 8 Flotyllę Obrony Wybrzeża w Świnoujściu. Posiadamy ponadto Brygadę Lotnictwa Marynarki Wojennej w Gdyni. Jej wartość bojowa ogranicza się niestety jedynie do rozpoznania i ewentualnie zwalczania okrętów podwodnych (tylko w warunkach panowania w powietrzu).
3 FO to nasza główna siła uderzeniowa. Posiada np. dywizjon Okrętów Podwodnych (dOP). Niestety dywizjon to zbyt mocne słowo, gdyż w 2021 r. ostatni okręt typu Kobben przeniesiono do muzeum (dosłownie – ORP Sęp można dziś zwiedzać w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni), i od tego czasu w dOP służy tylko 1 okręt. Nazywa się, a jakże, ORP Orzeł. To już trzeci z kolei noszący tę nazwę i, podobnie jak poprzednicy, kiedyś był nowoczesny i groźny. Kiedyś, bo dziś ma 40 lat – to sporo jak na główną broń tego typu w państwie o aspiracjach i roli w europejskiej architekturze obronności jaką ma Polska. W 3 FO służy też trzon naszych sił bałtyckich. Mowa o dywizjonie Okrętów Bojowych. To on dysponuje w tym momencie realną wartością bojową. Posiada dwie fregaty rakietowe (obie ok. czterdziestoletnie i kupione od US Navy), dwie korwety (polskiej konstrukcji, jedna w służbie dopiero od 2019 r., ale przeznaczone tylko do działań patrolowych i zwalczania okrętów podwodnych) oraz trzy małe okręty rakietowe.
8 Flotylla Obrony Wybrzeża jest zupełnie inna i posiada dość ciekawą strukturę. Po pierwsze, nie ma na wyposażeniu jednostek przystosowanych do bezpośredniej walki morskiej. W latach 90. oraz 2000. wycofano z niej kilkadziesiąt przestarzałych jednostek, głównie trałowców i desantowców. Była to naprawdę imponująca liczba okrętów, która dużo mówi o roli, jaką MW odgrywała w systemie Układu Warszawskiego i planach desantu na Danię, w razie konfrontacji sojuszów. Dziś w 8 FOW służy 5 dużych desantowców, trzy małe kurty transportowe i kilkanaście trałowców. Najważniejsze pod względem wojskowości są jednak niszczyciele min. Flotylla zastąpiła stare okręty typu Flaming nowoczesnymi niszczycielami min typu Kormoran II.
Modernizacja Marynarki Wojennej RP
Jak widać, uzbrojenie Marynarki Wojennej jest niestety w dużej mierze przestarzałe. Dlatego, wraz ze wzrostem udziału wydatków na wojskowość w budżecie państwa, wzrosła nareszcie liczba inwestycji w nowe okręty. Polscy stratedzy przekonali się do zakupu nowych jednostek, aby dostosować Marynarkę do współczesnych doktryn. Obecnie okręty wojenne nie toczą już ze sobą bezpośrednich starć, a na pewno nie przy wykorzystaniu artylerii. Działa pokładowe pełnią dzisiaj bardziej funkcje np. obrony przeciwlotniczej, odstraszania piratów, wsparcia piechoty morskiej albo zwiększania morale załogi, w dużych jednostkach także obrony przed rakietami kierowanymi, niż realnej broni morskiej. Skutecznym uzbrojeniem współczesnego okrętu są rakiety, torpedy i oczywiście lotnictwo pokładowe. Nie oznacza to, że Polska powinna zacząć zastanawiać się nad lotniskowcem. To na Bałtyku czysty absurd – samoloty NATO szybko mogą pokryć każdy punkt na morzu z baz lądowych, zresztą mało jest wystarczająco głębokich portów. Skuteczne lotnictwo pokładowe to przykładowo śmigłowce bazujące na fregatach. Niestety Polska posiada tylko dwie fregaty. Dlatego 13 sierpnia 2026 r. zwodowano ORP Wicher – pierwszą fregatę typu Miecznik.
Fregaty Miecznik
Program Miecznik przewiduje budowę trzech nowoczesnych fregat wielozadaniowych w PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni. Będą to najpotężniejsze polskie jednostki, zdolne do przenoszenia dwóch śmigłowców, rakiet pionowego startu i licznych wyrzutni rakietowych. Fregaty te mają nazwami nawiązywać do polskich niszczycieli z czasów II wojny światowej. Pierwszy z Mieczników, zwodowany już ORP Wicher, oddany do służby ma być za dwa lata. OORP1 Burza i Huragan osiągną gotowość odpowiednio w latach 2030 i 2031.
Okręty podwodne Orka
W odpowiedzi na poruszony wcześniej problem dywizjonu Okrętów Podwodnych, który właściwie jest teraz po prostu Okrętem Podwodnym wraz z zapleczem, powstał kolejny ważny projekt – Orka. W wyniku podpisanej pod koniec czerwca 2026 r. umowy ze szwedzkim koncernem Saab, do Polski mają trafić trzy nowe okręty podwodne typu A26. To bardzo nowoczesne jednostki, które wykonane mają być w technologii stealth (obniżonej wykrywalności) oraz posiadać mają napęd AIP, niezależny od powietrza atmosferycznego, oparty na silniku Stirlinga. Do tej pory nie powstał jeszcze żaden okręt tego typu, ale pierwszy polski egzemplarz trafi do nas w latach 2031-2032, a kolejne dwa do 2038 r. Jednak do czasu otrzymania pierwszego A26, wypożyczymy od Królestwa Szwecji modernizowany okręt A17 już w 2027 r.
Niszczyciele min Kormoran II
Od 2017 r. trafiają do Marynarki Wojennej wspomniane już wcześniej niszczyciele min projektu 258 Kormoran II. W służbie są już trzy: OORP Kormoran, Albatros i Mewa. W 2022 r. MON zamówiło kolejne trzy egzemplarze. Okręty te, podobnie jak program Miecznik, są budowane w Polsce. Jednak w odróżnieniu od fregat, które powstają w oparciu o brytyjskie plany, Kormoran II budowany jest w całości przez polskie konsorcjum w Gdańsku.
Korwety Ostrosz, program Delfin, Ratownik i inne
W dłuższej perspektywie wyłania się też program Ostrosz. To plan budowy czterech nowych korwet, które mają zostać dostarczone do 2039 r. Jednostki mniejsze, tańsze i szybsze w budowie od fregat są również bardzo ważne na akwenie, jakim jest Morze Bałtyckie. Dla Marynarki Wojennej RP buduje się też kilka innych okrętów. Jest to na przykład program Delfin: dwa duże okręty rozpoznania radioelektronicznego produkowane na licencji firmy Saab w gdańskiej stoczni Remontowa Shipbuilding S.A. Szersze plany obejmują też zakup dwóch okrętów hydrograficznych, dwóch zbiornikowców i okrętu logistycznego. W 2029 r. ma zostać dostarczony Marynarce Wojennej, także budowany w Gdyni, nowoczesny okręt ORP Ratownik, który będzie przeznaczony m.in. do ratowania załóg okrętów podwodnych i zabezpieczenia polskiej strefy ekonomicznej.

Zadania w obronie kraju
Morze Bałtyckie to specyficzny akwen. Jest bardzo płytki, z silnymi prądami i niebezpiecznymi, krótkimi falami. Skomplikowane ukształtowanie dna, mała głębokość, anomalie akustyczne spowodowane zmiennym zasoleniem i temperaturą, hałas tła i tysiące wraków utrudniają użytkowanie sonarów, co z kolei ułatwia przemieszczanie się małych okrętów podwodnych. Zadania Marynarki Wojennej RP i jej okręty muszą być dostosowane do tych warunków. W czasie pokoju przydatne są nieduże jednostki, jak korwety czy dozorowce, które małym kosztem są w stanie patrolować duże obszary. Eksperci zwracają również uwagę na konieczność posiadania kilku większych jednostek, które mogą wspomagać ewentualne działania sojuszników na wielkich zbiornikach wodnych. W przypadku zagrożenia żeglugi na krytycznych z punktu widzenia państwa szlakach morskich, warto dysponować oceanicznymi jednostkami gotowymi do eskortowania floty handlowej.
Działania stricte militarne na Bałtyku to już nie bezpośrednie walki okrętów. Współczesne okręty pełnią bardzo ważną rolę w obronie powietrznej kraju. Są to mobilne stacje dysponujące potężnymi urządzeniami do analizowania przestrzeni powietrznej, gotowe w każdej chwili wspomóc wyrzutnie naziemne własnymi rakietami. Większe jednostki, jak fregaty, mogą wysyłać śmigłowce w celu zwiększenia swojego pola widzenia i zwalczania okrętów podwodnych. Jeśli chodzi o niszczenie celu, nowoczesne okręty są w stanie to zrobić bez optycznej identyfikacji, nawet spoza linii horyzontu. Dlatego tak ważna jest rozbudowa floty. Nie chodzi tylko o obronę wybrzeża co, jak można by pomyśleć, są w stanie robić też wojska lądowe. Chodzi o zapewnienie ciągłych dostaw drogą morską nawet w czasie konfliktu, ochronę infrastruktury dna morskiego oraz o wzmocnienie obrony powietrznej, w tym obronę miast i fabryk.
Źródła: Defence 24, gospodarkamorska.pl, PGZ Stocznia Wojenna, Polska Zbrojna, Wojsko Polskie
1 Skrót OORP, chociaż rzadko dziś spotykany, nie jest błędem. Oznacza on liczbę mnogą od skrótu ORP, czyli Okręty Rzeczpospolitej Polskiej.












Dodaj komentarz