Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Rankiem 24 lutego 2022 przed wyjściem z domu włączyłem telewizor. Wtedy usłyszałem wstrząsające informacje. Pierwszy tydzień wojny był później bardzo szeroko relacjonowany – zdjęcia ukraińskich pograniczników uciekających przed czołgami i wyrzutniami obiegły cały internet, szturm na Charków i Hostomel wydawały się punktami zwrotnymi, po których Rosja odtrąbi zwycięstwo – a stało się zgoła inaczej.

Zwiastuny wojny
Kryzys pojawił się już jesienią 2021 roku – wtedy Kreml wysunął pierwsze żądania wobec Ukrainy – przede wszystkim zablokowania jej drogi do NATO i UE. W grudniu miała miejsce czystka – infiltracja w szeregach rosyjskiej opozycji, delegalizacja stowarzyszenia Memoriał i koordynacja obozu proputinowskiego. W styczniu nastąpiła konsolidacja sił Ługańskiej i Donieckiej Republiki Ludowej, a wojska rosyjskie otoczyły Ukrainę z trzech stron. Momentem zwrotnym było zakończenie zimowych igrzysk olimpijskich w Pekinie, intensyfikacja ostrzałów w Donbasie i następnie uznanie przez Rosję niepodległości marionetkowych republik. Ostatnie nadzieje dawały rozmowy telefoniczne Emmanuela Macrona z Władimirem Putinem, które skończyły się ogromnym rozczarowaniem zachodu i chwilowym kryzysem PR-owym Francji, a Putinowi pozwoliły na przekierowanie uwagi całego narodu na słuszność swoich racji.
Początek inwazji
I tak 24 lutego około 6:00 rano czasu moskiewskiego, wkrótce po wyemitowaniu orędzia Władimira Putina do narodu, nastąpiły pierwsze uderzenia: na północy (okolice Prypeci i granicy z Białorusią), w Donbasie i na południu Ukrainy. Wtedy można było jasno usłyszeć dlaczego (wg Kremla) specjalna operacja wojskowa musiała się rozpocząć. Putin bardzo spokojnie i zdecydowanie zajął stanowisko: winę ponosi nie Ukraina, nie Rosja, ale zgniły i chciwy zachód. Po upadku ZSRR nastąpił nowy podział świata, bez Rosji przy stole. Teraz nadszedł moment sprawiedliwości dziejowej – Rosja ma pełne prawo i obowiązek obrony swojej suwerenności i swoich granic przez amerykańskim absolutyzmem i bezczelnością. Rosja jest zatem ofiarą – tak jak Serbia pod ostrzałami NATO czy Libia przy upadku reżimu Kaddafiego. A ofiara ma prawo do obrony, prawda?
Początkowo wszystko szło naprawdę według planu. Rosjanie wprowadzili kolumny czołgów do centrum Charkowa, zajęli prawie cały obwód Chersoński, zbliżyli się do Mikołajowa, z dwóch stron uderzyli na Kijów oraz zajęli większość obwodu Ługańskiego. I wtedy nastąpił pierwszy zgrzyt: spektakularna porażka desantu w Hostomelu, gdzie większość sił desantowych Rosji zastała unicestwiona w kotle, a przejęcie przestrzeni powietrznej nad Kijowem się nie udało. Do początku marca udało się Rosjanom utrzymać centrum Charkowa, a później wycofali się też spod Mikołajowa. Ataki na Kijów były wspierane przez oddziały dywersantów. Dla mnie osobiście to jeden z najczarniejszych epizodów tej wojny – młodzi Ukraińcy, którzy wychowali się w tym państwie i mówili po ukraińsku byli w stanie w zamian za pieniądze z Kremla chwycić za karabin, wejść do metra i strzelać do przerażonych cywilów, w tym dzieci. W połowie marca pozycje stanęły w miejscu, a ostatnie uderzenie na początku kwietnia nie dało siłom rosyjskim przełamania. Dlatego 2 kwietnia większość wojsk Rosji wycofała się z rejonu Kijowa, a w przeciągu tygodnia siły ukraińskie wyzwoliły szereg miast na północy, w tym Sumy.
Zmiana strategii
Szybko okazało się, że wojska rosyjskie w obliczu porażki operacyjnej musiały znaleźć inne sukcesy. Z pomocą przyszła propaganda (pojawiające się we wszystkich miastach billboardy wzywające do wsparcia wojska, piosenki dla dzieci typu wujku Wowa, jesteśmy z Tobą i nowe slogany jak na przykład litera V, jak w prawdzie siła po rosyjsku oraz jednocześnie emblemat piechoty morskiej), a także brutalność wobec jeńców wojennych i cywilów, co najlepiej pokazała zbrodnia w Buczy.
Mariupol – ostatni punkt oporu ukraińskiego na południu upadł 20 maja. Trudne lato nie przyniosło większych sukcesów Rosji, choć udało się zająć Siewierodonieck i Lisiczańsk, ale skoordynowane uderzenie sił Ukrainy przyniosło jesienią przełom na froncie – wyzwolono północ obwodu Donieckiego (rozgromiono rosyjskie kolumny pod Łymanem i Siwierskiem) oraz prawie cały obwód charkowski. We wrześniu Rosja przeprowadziła kontrowersyjne referenda na okupowanych obszarach, w wyniku których 4 obwody Ukrainy: zaporoski, chersoński, ługański i doniecki wcielono formalnie do Rosji. Był to z pewnością ruch propagandowy, który miał odwrócić uwagę opinii publicznej od fiaska planów strategicznych Rosji. Do dziś pamiętam jednak 11 listopada, kiedy na ulicach polskich miast widziałem rzesze szczęśliwych Ukraińców – Rosjanie wycofali się z jedynego zajętego w trakcie inwazji miasta obwodowego – Chersonia.
Pozycyjna wojna dronów
Kolejne lata zamieniły się w krwawą wojnę pozycyjną, która zaangażowała niespotykane dotąd ilości dronów. Obie strony zbudowały sieć umocnień na wschodzie. W 2023 roku Rosjanie ogromnym kosztem zdobyli Bachmut, a Ukraińcy wyzwolili 14 miejscowości w obwodzie zaporoskim i donieckim. Mimo mniejszej mobilności oddziałów straty obu stron drastycznie wzrosły. Nastąpiły też zmiany w obu sztabach generalnych.
Rok 2024 dał Rosji przełom po dwóch latach walk o Wuhłedar, a jednak pozwolił Ukrainie na kolejne przedsięwzięcia – atak na obwód kurski czy operacje na terytorium Rosji oraz na morzu. Rosjanie ustabilizowali sytuację w Donbasie i zintensyfikowali mobilizację w wielu częściach swojego kraju.
Nowe polityczne rozdanie
Rok 2025 przyniósł siłom rosyjskim dość znaczące przełomy. Udało się wyzwolić zajętą przez Ukraińców część obwodu kurskiego, zająć Wełyką Nowosiłkę, Torećk oraz przełamać się po raz kolejny na południu (pod Hulajpole) oraz wkroczyć do obwodu sumskiego. Zmieniły się również warunki geopolityczne: objęcie urzędu prezydenta USA przez Donalda Trumpa pozwoliło zakończyć pełną izolację Władimira Putina na arenie międzynarodowej, a wojna celna pośrednio i bezpośrednio uderzyła w sojuszników Ukrainy, co znacząco wpłynęło na rozmowy o dalszej pomocy wojskowej i atmosferę przy stole negocjacyjnym. Rosja zaczęła wykorzystywać zagranicznych najemników – armię Korei Północnej, a następnie siły rekrutowane z Afryki, Azji Centralnej i Południowej.



Krwawe żniwo wojny
Istnieją znaczne rozbieżność w kwestii szacowania strat obu stron. Według najnowszego raportu BBC opartego o rosyjskie nekrologii i dochodzenia spadkowe liczbę zabitych od początku wojny żołnierzy szacuje się na co najmniej 200 000, przy czym tylko ostatni rok mógł kosztować życie prawie 90 000 z nich (a najnowsze dane imienne wskazują na kolejne dziesiątki tysięcy ofiar, także z ostatnich dwóch miesięcy). 57% wszystkich zabitych po stronie rosyjskiej to więźniowie i ochotnicy, czyli ludzie na ogół nie związani z armią do wybuchu wojny. Są to przede wszystkim mieszkańcy najbiedniejszych bądź słynących z niskiej jakości życia części Rosji – Rosji Południowej, Uralu, Syberii Południowej i Środkowej. Straty ogólne Rosji to około 1 200 000 rannych, zabitych i zaginionych.
W przypadku Ukrainy liczba zabitych również szacowana jest na około 200 000 tysięcy żołnierzy. Ukraina wprowadziła inne zasady mobilizacji od Rosji, gdyż tutaj w pierwszej kolejności wcielano mężczyzn powyżej 27. roku życia (na początku przede wszystkim trzydziestolatków), a dla reszty mężczyzn w wieku poborowym obowiązywał zakaz wyjazdu z kraju. W obliczu przedłużającej się wojny i malejącej chęci dołączenia do armii zmniejszono wiek poborowy do 25 lat w kwietniu 2024. Dezercja, która jest zjawiskiem szeroko obecnym w obu armiach, jest o wiele bardziej problematyczna dla Ukrainy, która ma ograniczone zdolności mobilizacyjne. Szacuje się, że od początku wojny zdezerterowało około 54 000 żołnierzy (a ponad 235 000 opuściło teren jednostki bez zezwolenia, co jednak nie jest tożsame z permanentną ucieczką w obliczu wroga). Siły rosyjskie łatwo uzupełniają swoje szeregi najemnikami z Afryki, Bliskiego Wschodu czy Serbii, co nie jest możliwe w przypadku Ukrainy. Straty ogólne Ukrainy od początku wojny wynoszą w zależności od źródła od prawie 600 000 do ponad miliona (ministerstwo obrony Rosji podaje liczbę 1 500 000 żołnierzy). W przypadku obu armii warto pamiętać również o dziesiątkach tysięcy przypadków PTSD (and. post-traumatic stress disorder – zespół stresu pourazowego), załamania nerwowego czy nawet samobójstw.
Osobną kategorię stanowią straty wśród ludności cywilnej. Od początku wojny zginęło około 15 000 ukraińskich cywilów, a ponad 40 000 zostało rannych (wg ONZ). Po stronie rosyjskiej zginęło ponad 1 000 cywilów (wliczając mieszkańców Krymu). Liczby te nie uwzględniają tysięcy wziętych do niewoli osób cywilnych, dlatego ofiar może być zdecydowanie więcej. Należy pamiętać o ukraińskich dzieciach, które zostały przymusowo przetransportowane w głąb Rosji, przydzielone do rodzin adopcyjnych i poddane rusyfikacji. Ich liczbę szacuje się na co najmniej 20 000, ale szczegóły tego procederu (który stanowi zbrodnię wojenną) nie są do końca znane. Oprócz tego, obecnie na świecie znajduje się około 6 milionów uchodźców z Ukrainy, a prawie 4 miliony Ukraińców jest uchodźcami wewnętrznymi.
Dlaczego Rosja zaatakowała?
Rosja miała wiele różnych założeń przed czterema laty i trudno jest znaleźć jedno główne casus belli. Z pewnością należy wyróżnić dążenie do podporządkowania sobie Ukrainy i włączenia jej do sfery wpływów Rosji. Kolejnym politycznym i strategicznym założeniem było zajęcie całego Donbasu, czyli największego kompleksu przemysłowo-wydobywczego Europy Wschodniej, co dałoby Rosji ogromny potencjał w obszarze przetwórstwa surowców, energetyki, obronności czy rozwoju sztucznej inteligencji i urządzeń elektronicznych. Innym celem było zabezpieczenie lądowego korytarza do Krymu, co było bardzo potrzebne w kontekście strategicznym. Rosja miała też na celu konsolidację środowiska prorosyjskiego na Ukrainie i liczyła na duże poparcie społeczne na wschodzie i południu tego państwa (projekt Noworosji). W sensie geopolitycznym błyskawiczne zwycięstwo Rosji miałoby fatalny wpływ na NATO, gdyż upadek Ukrainy przybliżyłby Europę Wschodnią do jej granic, zwiększyłby pozycję negocjacyjną Rosji i umożliwiłby działania wywrotowe na jeszcze większą skalę.
Strategiczny bilans po czterech latach
Dlatego warto zastanowić się nad tym, co Rosja osiągnęła. Przede wszystkim nie zmieniono porządku prawnego Ukrainy, nie udało się usunąć prezydenta Zełenskiego mimo licznych zamachów na jego życie, a wszelkie objawy politycznej rusofilii zostały usunięte z dyskursu politycznego tego państwa. Co więcej, ku zaskoczeniu Rosji zdecydowana większość rosyjskojęzycznych Ukraińców wcale nie przywitała „wyzwolicieli”, a akty obywatelskiego nieposłuszeństwa i walki partyzanckiej na okupywanych terytoriach są cały czas żywe. Cerkiew prawosławna patriarchatu moskiewskiego straciła dużą część wiernych, wiele świątyń i parafii przejęła Autokefalia Ukrainy. Popularność języka rosyjskiego wśród ukraińskiej diaspory i pozostałych w państwie obywateli się zmniejszyła, a nawet coraz bardziej rozpowszechniona staje się wrogość wobec samej kultury rosyjskiej, dlatego na tych obszarach Rosja poniosła całkowite fiasko.
Strategicznie udało się w dość spektakularny sposób zająć lądowy korytarz do Krymu oraz prawie 80% obwodu donieckiego i praktycznie cały obwód ługański. To pozwoliło na dostęp do złóż i infrastruktury energetycznej oraz transportowej (z miastem Energodar na czele), ale walki o bogate złoża manganu, grafitu i węgla w zachodnim Donbasie cały czas trwają.
Rosji nie udało się jednak przede wszystkim osłabić NATO. Do sojuszu dołączyły Szwecja i Finlandia, co doprowadziło do izolacji Rosji na Bałtyku. Dodatkowo pełna przewaga NATO w obszarze cieśnin czarnomorskich skutecznie osłabia potencjał rosyjskich sił morskich. Mimo różnic w kwestii np. rosyjskich aktywów zachód widocznie się zjednoczył, a zakres współpracy w zakresie odstraszania oraz remilitaryzacja państw UE są efektem całkowicie odwrotnym od zamierzonego przez Rosję.
Wojna w Ukrainie stała się okazją dla przemysłu zbrojeniowego do przetestowania nowych rodzajów broni oraz efektywności całego wachlarza przedsięwzięć taktycznych i strategicznych. Co najważniejsze, pokazała ona słabość rosyjskiej armii, która nawet w rejonach bardzo słabo umocnionych i w sytuacji moralnej paniki pierwszych dni wojny nie zdołała zrealizować swoich głównych założeń. Jednak najsmutniejsze, czyli śmierć cywilów oraz ludzkie tragedie mają miejsce każdego dnia, a wszystko wskazuje na to, że rok 2026 będzie najkrwawszym i może przełomowym rokiem pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę.
Źródła: Al Jazeera, BBC, ONZ, Radio Free Europe / Radio Liberty, The New York Times










Dodaj komentarz