Ten artykuł jest częścią serii Antarktyka 2048. Pozostałe artykuły dostępne są tutaj.
Rok 2048 uważa się czasem za symboliczny koniec status quo w Antarktyce. Zgodnie z Protokołem o ochronie środowiska do Układu Antarktycznego właśnie wtedy nastąpi specyficzna zmiana prawna. Ułatwione zostanie wprowadzanie zmian do Protokołu, który między innymi zakazuje eksploatacji surowców mineralnych Antarktyki. Jak będzie wyglądał proces przemian i czy muszą one nastąpić? Oto cztery możliwe scenariusze.

Każde państwo posiadające Status Konsultatywny na Spotkaniach Konsultatywnych Układu Antarktycznego (ang.: Antarctic Treaty Consultative Meetings – ATCM) będzie mogło zgłosić propozycję zmiany do Protokołu (obecnie jest 29 takich krajów, w tym Polska). Zmiana poddana zostanie głosowaniu wśród państw, które wspomniany Status posiadały w momencie przyjęcia Protokołu (jest ich 27, w tym Polska). Większość 3/4 głosów zadecyduje o przyjęciu modyfikacji.
Spektakularny rozpad systemu wcale nie musi jednak nastąpić. Jest to jeden ze scenariuszy, wcale nie najbardziej prawdopodobny. Protokół pewnie pozostanie, ale zajdą w nim zmiany. Być może będą stopniowe i kontrolowane, może się jednak zdarzyć, że dojdzie do sporów międzynarodowych. Wszystko będzie zależało od aktualnej sytuacji geopolitycznej na świecie oraz dostępności surowców.
Scenariusz I: zachowanie status quo
Najłagodniejszym scenariuszem byłoby utrzymanie Protokołu w niezmienionej formie. Prawdopodobnie będzie tak przez pierwsze kilka lat po roku 2048, a być może państwa zdecydują o formalnym przedłużeniu zakazu wydobycia. Mogłyby wprowadzić nowy zapis zabezpieczając środowisko Antarktyki na następne dekady.
Jest to możliwe z kilku względów. Z pewnością rozpoczęcie eksploatacji zasobów Antarktyki przyspieszyłoby rozpad i tak poddawanego już ciężkim próbom środowiska. To z kolei wywołałoby protesty opinii publicznej, z którą muszą mierzyć się politycy. Ponadto podnoszenie się poziomu mórz i coraz częstsze ekstremalne zjawiska pogodowe zagroziłyby gospodarce państw decyzyjnych. Zresztą obecnie potencjalna eksploatacja surowców mineralnych Antarktyki jest w większości nieopłacalna i mało prawdopodobne, aby stała się opłacalna w ciągu najbliższych 20 lat, nawet przy dużej presji surowcowej rynku.
Gdyby zakaz został utrzymany, nikt nie zrezygnowałby pewnie z zabezpieczania swoich polarnych interesów. Wciąż zbierane będą dane geologiczne, trwać będzie rozbudowa infrastruktury badawczej, rywalizacja będzie prowadzona na polu nauki i logistyki.
Scenariusz II: testowanie systemu
Znacznie bardziej możliwy wydaje się być inny scenariusz. Jeśli niedobór surowców nie będzie krytyczny – a prawdopodobnie nie będzie, gdyż ludzkość od lat znajduje coraz to nowe źródła energii i uczy się korzystać z alternatywnych złóż – może dojść do cichej erozji systemu.
Formalny zakaz pozostałby, jednak granice prawa międzynarodowego byłyby testowane. Mogłoby dojść do sporów interpretacyjnych. Prawdopodobnie często pojawiałaby się kwestia rozróżniania działalności wydobywczej od naukowej. Najwięksi gracze rozbudowywaliby infrastrukturę badawczą z nieoficjalną możliwością wykorzystania jej do celów pozanaukowych – z resztą to akurat już się dzieje.
Na prawdopodobieństwo takiego rozwiązania wskazują obecne trendy. Rosnący, lecz nie panicznie, wysoki stosunek zapotrzebowania do podaży surowców. Globalny nacisk na ochronę środowiska. Rozszerzający się model wojny hybrydowej zamiast starć militarnych. Te powody sugerują baczniejsze przyjrzenie się takiemu rozwiązaniu. Być może prowadziłoby ono w dalszej przyszłości do większych zmian, jak te opisane poniżej.
Scenariusz III: stopniowa liberalizacja
W świecie rosnących niedoborów surowców może się jednak okazać, że Antarktykę trzeba będzie otworzyć na przemysł wydobywczy. Szczególnie kuszące wydają się być złoża podwodne. O ile wkopywanie się wiele kilometrów w głąb lodu, a następnie w skałę, w skrajnie niesprzyjających warunkach wydaje się absurdalne, o tyle budowa polarnych platform wiertniczych to rzecz znana nam już z Arktyki. Stosunkowo łatwy dostęp dają też złoża na długiej linii brzegowej oraz w wystających ponad czapę lodową górach.
Jeżeli kryzys surowcowy przeważy nad ochroną środowiska i stabilizacją międzynarodową, może dojść do zniesienia głównych założeń Protokołu. Nie chodzi jednak o momentalną zmianę, bardziej o stopniową liberalizację. Początkowe lata wiązałyby się z odwiertami testowymi i restrykcyjnie kontrolowanymi programami pilotażowymi. Być może monopol na wydobycie uzyskałaby specjalnie do tego stworzona organizacja międzynarodowa – takie rozwiązanie mogłoby zapobiec nadmiernej rywalizacji między mocarstwami i ułatwiłoby kontrolę prawną nad wydobyciem. Alternatywą byłoby stworzenie międzynarodowego systemu koncesyjnego, który działałby na jasnych zasadach.
Najnowsza technologia gwarantująca rzekome bezpieczeństwo środowiskowe na pewno byłaby ważnym argumentem w kwestii wprowadzenia wspomnianych metod. Ryzyko byłoby jednak duże. Pomijając już straty klimatyczne, dopuszczenie wydobycia w Antarktyce wiązałoby się z trudnościami w kontrolowaniu skali przedsięwzięć, mogłoby posłużyć za argument do bojkotu innych praw międzynarodowych oraz mogłoby powodować liczne konflikty. Szczególnie w przypadku, kiedy więcej niż jedno państwo prowadziłoby wydobycie tego samego złoża.
Scenariusz IV: załamanie się systemu
Czarny, lecz niekoniecznie spodziewany scenariusz, to całkowity rozpad systemu. Jakieś mocarstwo, przykładowo Ameryka, która już wyczerpała większość swoich złóż, wyszłoby z inicjatywą formalnej rewizji Protokołu. Część posiadaczy Statusu Konsultatywnego mogłoby zablokować pomysł, a wtedy ATCM zostałoby sparaliżowane.
W skrajnym wariancie oznaczałoby to koniec wspólnego zarządzania Antarktyką. Mogłoby dojść do samowolnego tworzenia infrastruktury wydobywczej przez państwa, a w celu zabezpieczenia niczyich surowców przed konkurentami, możliwe byłoby wprowadzenie przez mocarstwa gospodarki rabunkowej, co poskutkowałoby załamaniem środowiska. Być może w tym momencie doszłoby do prób naprawienia błędu i renegocjowania Protokołu.
Taki scenariusz nie musi oznaczać starć militarnych, ale na pewno wzajemne blokowanie projektów, rywalizację technologiczną i dyplomatyczną, co z kolei mogłoby wpłynąć na politykę w innych częściach świata. Niewykluczone, że wróciłaby kwestia dawnych roszczeń terytorialnych, całkowicie zmienionych przez rozmieszczenie stacji badawczych.
Znaczenie Europy i Polski
Unia Europejska to wspólnota słynąca z dbałości o środowisko i przedkładania etyki ponad interesy gospodarcze. Ciężko sobie wyobrazić, żeby poparła jakiekolwiek zmiany w Protokole. Jedynym państwem europejskim, które ma realne możliwości szybkiego działania w Antarktyce jest Wielka Brytania, która przecież nie jest już członkiem UE. Wspólnocie powinno zależeć na utrzymaniu status quo nie tylko z pobudek moralnych, ale również ze względu na brak możliwości wykorzystania potencjalnych zmian prawnych – przynajmniej na razie.
Polska ma jeszcze mniejsze znaczenie w ewentualnej rywalizacji o Antarktykę. Powinna dalej rozbudowywać swój potencjał naukowy, zaznaczać swoją obecność na południu, a może rozważyć budowę drugiej stacji całorocznej. W tym momencie Polska ma pole do manewru jedynie przez UE, a nic nie wskazuje na to, aby przyszłe dwie dekady zrobiły z niej światowego lidera w badaniach polarnych.
Chile i Argentyna rozdają karty?
Patrząc na państwa, którym może w przyszłości zależeć na eksploatacji górniczej Antarktyki przychodzą nam do głowy zapewne kraje takie jak Stany Zjednoczone, Rosja czy Chiny. Może to być zaskakujące, jednak najbardziej chętne do podziału kontynentu są Argentyna i Chile. Państwa te posiadają odpowiednio drugą i trzecią najliczniejszą stałą załogę w stacjach antarktycznych na świecie.
Chilijski port lotniczy w Punta Arenas od Półwyspu Antarktycznego dzieli taki sam dystans, jak stolicę Polski od Paryża. Chile i Argentyna roszczą sobie prawa terytorialne od lat 40. i jako jedyne państwa oficjalnie uznały swoje roszczenia za integralną część kraju. Oba południowoamerykańskie kraje posiadają duże doświadczenie polarne i wykwalifikowaną kadrę. Ponadto Chile swoją całą gospodarkę opiera na wydobyciu – szczególnie metali, których występowanie potwierdzono również na Antarktydzie.
Świat powinien już dziś zadbać o to, aby Antarktyka nie zamieniła się wkrótce w wielkie pole rywalizacji. W tym momencie mamy jeszcze dużo czasu, ale nie można go zaprzepaścić. Rok 2048 nie będzie momentem gwałtownej zmiany. Będzie testem, czy świat potrafi utrzymać jeden z ostatnich bezludnych obszarów poza otwartą rywalizacją o wpływy. Jeśli obecny model się utrzyma, będzie to wyjątek we współczesnej geopolityce. Jeśli nie – czeka nas włączenie Antarktyki do klasycznej polityki mocarstw, gdzie wygrywa nie etyka, tylko siła.
Wszystkie artykuły z serii Antarktyka 2048:
- Antarktyda, podzielony kontynent
- System Układu Antarktycznego: prawo, które zamroziło świat
- Poniżej progu wojny. Rywalizacja o wpływy w Antarktyce
- Surowce mineralne Antarktyki: zakazany owoc gospodarki
- Rozpad lodowców. Czy grozi nam destabilizacja Antarktydy?
- Przyszłość Antarktyki. Cztery scenariusze po 2048 roku










Dodaj komentarz